Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Ciężka bitwa pod Tienshi

Kilkudniowy pobyt w Egshibaigun pozwolił zebrać niezbędne informacje do dalszej wyprawy. Zwiadowcy Ordy Rezerwowej ruszyli na terytoria wschodnie i południowo-wschodnie. Chan nie chciał zwlekać. Chciał jak najszybciej zabezpieczyć pogranicze południowe i przygotować się do ewentualnego marszu na południe, by jego panowanie na tych obszarach rozprzestrzeniało się.

Siły Chana wyruszyły z Laitong 14 marca, jeszcze zanim zaczęło świtać i podążały drogą zalecaną przez Kadu – czyli w kierunku wschodnim, wchodząc po kilku godzinach intensywnego galopu na płaskowyż. Znajdował się tutaj kraj Gaoyuan, należący do Mekarigutyrijczyków. Gdy wojska przekroczyły granicę, do Chana dojechali pierwsi zwiadowcy głosząc, że na wschodzie zbiera się armia o podobnym stanie liczebnym do sił chańskich, którą dowodzi niejaki Kubiszek – lokalny watażka, który od dawien dawna uważa, że pokolenie Kubilaja nie powinno rządzić w Chanacie Kugarskim. Chan dowiedział się również, że siły przeciwne składają się z łuczników konnych oraz kawalerii ciężkiej, przez co stanowią dokładny odpowiednik sił zgromadzonych przez kugarskiego monarchę.

Chan przystąpił do planowania ataku i rozegrania bitwy. Uznał, że należy podburzyć kawalerię przeciwnika do dokonania natarcia i rozproszenia jej na kilku kierunkach. Aby to się udało stwierdził, że należy zastosować taktykę rozproszonego ataku w kolumnach „rolujących się” łuczników. Polega ona na tym, że kilka minganów atakowałoby w pełnym galopie przemieszczając się do przodu i wystrzeliwując strzały przed siebie, po czym czoło formacji zawsze byłoby w rotacji – żołnierze po wystrzeleniu strzał zawracaliby na tył kolumny i tak przewijając się cały czas w natarciu, a przed samym przeciwnikiem formacja skręcałaby w dwóch kierunkach równoległych do linii wroga, strzelając masowo i jednocześnie w jej kierunku. Po tym, jak zaczynają odsuwać się na flanki, zza ich pleców wyjedzie kawaleria ciężka wbijając się w front wojsk przeciwnych, przetrzebionych atakami łuczników, którzy po przejściu na flanki mieliby dokończyć dzieła zniszczenia w okrążeniu wroga. Plan opracowano i zatwierdzono. Ruszono więc na wschód, w okolice małego miasta Tienshi.

Również Kubiszek przygotowywał się do bitwy. Wyprowadził wojsko na zbocze i czekał na przybycie wroga, którego widział zbliżającego się z oddali. Gdy Chan podszedł pod zgrupowanie wojsk przeciwnika, wymieniono się posłami, by wybadać, czy druga strona gotowa jest do ustępstw i czy nie wycofa się jednak z pola bitwy. Nic tego jednak nie zapowiadało. Posłowie wrócili z pustymi rękami. Chanowi niespecjalnie odpowiadał atak na wzgórze, gdyż obrońca zajął zdecydowanie lepsze pozycje, a jego wojsko było podzielone na dwie części. W obu znajdowali się łucznicy i kawaleria ciężka. Krzyżowało to trochę plany Chanowi, ale zdecydował się przystąpić do realizacji swojego planu. Łucznicy uformowali kilkadziesiąt kolumn i ruszyli naprzód. Ich pierwszych dosięgły jednak strzały wroga, który miał większy zasięg. Wielu żołnierzy padło więc jeszcze zanim nawiązali kontakt. Po chwili zaczęli i oni razić przeciwnika, ale ten puścił się na lewo, aby odejść z pola rażenia wojsk chańskich. Chan wydał wówczas rozkaz ataku kawalerii na oddalające się siły wroga. Miano je nadto oflankować z prawej strony częścią łuczników. Reszta w dalszym ciągu nacierała na wzgórze. Wtedy do akcji Kubiszek użył rezerw, rzucając je na nacierające oddziały kawalerii ciężkiej chana, która po chwili zderzyła się z uciekającymi oddziałami. Łucznicy ze wzgórza ruszyli wówczas na prawo, a za nimi ci sami należący do chana. Pole bitwy dzieliło się na pół, gdzie z jednej strony walczyły większe oddziały.

Wojska Kubiszeka postanowiły przetrzymać natarcie kawalerii chańskiej i uderzyć rezerwami na łuczników, co się udało i odepchnęło ich od ścierających się kawalerzystów. Gwardia Chańska dzielnie postępowała naprzód, rżnąc nieco gorzej wyszkolonych przeciwników. Wtedy dowódca wojsk kraju Gaoyuan wysłał do boju łuczników, którzy mieli salwami zdziesiątkować Gwardię Chańską. na ostrzał walczących zdecydował się nawet mimo tego, że znajdowali się tam jego żołnierze, częściowo ginący od ostrzału. Wkrótce jednak było ich już tak niewielu, że rzucili się do ucieczki. Łucznicy osłaniali ich przed gwardzistami, którzy ponieśli większe straty od strzał, niż szabel wroga. To samo co ich spotkało jednak kawalerzystów wroga walczących dalej. Przesadnie rażeni siłą Ordy Rezerwowej wycofali się. Wydano taki sam rozkaz dla pozostałej części łuczników. Chan nie rzucił się jednak w pogoń za wycofującymi się wojskami. Spodziewał się bowiem pułapki. Przegrupował swe siły i ruszył dalej na wschód.